Kamienie na szaniec - streszczenie szczegółowe - klp.pl
Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Słoneczne dni
W jednej z warszawskich dzielnic działała młodzież harcerska, która pragnęła kształcić swoje charaktery i stawiała sobie cele, do których osiągnięcia uparcie dążyła. Wśród nich szczególnie wyróżniał się zespół „Buków”, nazwany tak od częstych wypraw do lasu. „Buki” tworzyli młodzi ludzie, charakteryzujący się aktywnością, koleżeństwem i radosnym uśmiechem. Należeli do nich Alek i Rudy. Alek był wysokim, szczupłym chłopcem o niebieskich oczach i płowej czuprynie. Dzięki swojej drużynie uczył się panowania nad sobą w ważnych chwilach. Pewnego dnia, podczas pobytu na wsi, Alek był świadkiem wypadku, w którym syn gospodarza uderzył się siekierą w nogę.

Wszyscy obecni wpadli w panikę – jedynie Alek przyklęknął przy rannym i tamując krew, zrobił opatrunek uciskowy. Rudy miał piegowatą twarz i rudawe włosy. Był niezwykle inteligentny, a drużyna „Buków” uczyła go konkretów „przyziemnego życia”. W dużej mierze ograniczało się to do faktu, że Rudy na każdej wycieczce zastępu był kucharzem, z czasem wykazując się coraz większym talentem kulinarnym. Nikt tak jak Rudy nie piekł na patyku chleba, nie ugotował tak smacznej kaszy czy też zupy z pokrzyw. Rudy był również utalentowany artystycznie. To właśnie on wymyślił odznakę dla zastępu Buków – cyfrę 23 umieszczoną w trójkącie, którą wyciął z metalu i osadził na pomarańczowej podkładce z materiału. Harcmistrzem „Buków” był Zeus – Leszek Domański, nauczyciel geografii w warszawskim gimnazjum i liceum. Zeus był zaledwie o osiem lat starszy od uczniów klasy, której był wychowawcą. Z podopiecznymi łączyły go przyjacielskie relacje, za co był krytykowany przez grono pedagogiczne.

Alek i Rudy
wychowali się w domach, w których mieli możliwość zdrowego rozwoju fizycznego i psychicznego. Domy takie wyróżniają się więzią, która łączy poszczególnych członków rodziny, są ostoją, dodają odwagi i zapewniają spokój. Ojcowie obu chłopców brali czynny udział w życiu społecznym, a matki cechowała życzliwość i mądrość. Ojciec Alka był kierownikiem fabryki, a ojciec Rudego był pierwszym w chłopskiej rodzinie, który opuścił wieś i zdobył wykształcenie. Na ukształtowanie się charakterów chłopców wpłynęły więc: dom rodzinny, szkoła i dobra organizacja młodzieżowa. Alek był osobą o cechach przywódczych. Łatwo pozyskiwał sympatię kolegów, których przyciągała ku niemu szczerość, bezpośredniość i uczynność.

Z czasem wokół chłopca skupiła się grupka pięciu kolegów, podobnych do niego pod względem charakteru, tworząc Klub Pięciu. Należeli do niego miłośnicy tatrzańskich zboczy, wybitni narciarze i wielbiciele powieści Jacka Londona. Rudy nie należał do Klubu Pięciu, choć z dala przysłuchiwał się ich marzeniom i wysłuchiwał opowieści o przygodach, które zamierzali przeżyć. Rudy miał bowiem naturę marzyciela i miłośnika rzeczy technicznych. Najważniejszym jednak był dla niego świat życia wewnętrznego. Z biegiem czasu skupili się wokół niego ci, którzy pragnęli wymiany myśli.

Wśród Buków był chłopiec, który wyróżniał się doskonałym zmysłem organizacyjnym. W harcerstwie powierzano mu najbardziej odpowiedzialne funkcje, w szkole natomiast obejmował czołowe stanowiska w samorządzie uczniowskim. Osobą tą był Tadeusz Zawadzki, nazywany przez kolegów ze względu na dziewczęcą urodę, Zośką. Zośka najlepiej czuł się w domu, a najserdeczniej przyjaźnił się z matką, która zastępowała mu kolegów i przyjaciół. Jego ojciec był profesorem, matka – działaczką społeczną, która po przyjściu na świat dzieci zrezygnowała z pracy wychowawcy. Zośka był chłopcem wrażliwym, łagodnym i wyrozumiałym, o wyjątkowych zdolnościach, wybitnej inteligencji teoretycznej i praktycznej. Ponadto wyróżniał się w strzelectwie, hokeju i tenisie, zdobywając pierwsze miejsca w turniejach międzyszkolnych. Cechowały go również niesamowity upór i ambicja. W dzieciństwie bał się wody, lecz kiedy ktoś zarzucił mu nieumiejętność pływania, w ciągu kilku miesięcy stał się najlepszym pływakiem w szkole. Typowy samotnik o skrytej i powściągliwej naturze przyciągał do siebie wielu kolegów. Od piętnastego roku życia rządził i kierował „Bukami”.

Nadeszła pora matur, do której przystąpiła klasa Alka, Rudego i Zośki. Alek zdał egzamin przeciętnie, Rudy jako prymus. W pierwszych dniach czerwca 1939 roku zespół „Buków” pod wodzą Zeusa wyruszył na dziesięciodniową wycieczkę w Beskidy Śląskie. Następnego dnia, spoglądając na dolinę Wisły, zaczęli rozmawiać o przyszłości. Zeus rozważał trudną sytuację w Polsce, która stopniowo odbudowywała się po odzyskaniu niepodległości. Był świadomy, że w kraju potrzeba wykształconych inżynierów, wychowawców, rolników i rzemieślników. Alek zaczął dowodzić, że najważniejszą sprawą jest kształtowanie swojego charakteru. Rudy przysunął się do niego, słuchając z uwagą. On również pragnął intensywnie pracować nad sobą.

Nagle Andrzej zapytał, czy wybuchnie wojna. Ktoś ze śmiechem odparł, że Hitler nie będzie miał tyle odwagi, by zaatakować Polaków, Francuzów i Anglików. Chłopcy roześmieli się i umilkli, rozmyślając o potędze polskiego wojska. Po chwili wyruszyli w dalszą wędrówkę, śpiewając harcerską piosenkę.

W burzy i we mgle
Wrzesień 1939 roku okazał się jednym z najstraszniejszych miesięcy w historii Polski. Polska poniosła gwałtowną i potężną klęskę, która przyczyniła się do katastrofy psychicznej narodu. Naród, przekonany o swojej potędze, w czym utwierdzała go polska propaganda i wychowanie narodowe, nie był przygotowany na taką porażkę. Dla Zośki, Alka, Rudego, ich kolegów, mieszkańców Warszawy i całego kraju, kolejne dni września zmieniały się w grozę i koszmar faktów. Szóstego września Zeus zebrał alarmowo warszawskich harcerzy i wyruszyli na wschód. Chłopcy, będący w wieku przedpoborowym, musieli opuścić tereny, na których mogliby wpaść w ręce wroga.

Parę kolejnych tygodni spędzili oni na drogach, dzieląc los z milionami uchodźców. Po wyjściu z miasta drużyny opuściły główne drogi, przemieszczając się traktami leśnymi i polnymi. Wśród nich była drużyna 23 – „Buki”. Wszyscy szli w milczeniu, z posępnymi minami, nie rozumiejąc dlaczego nie wyznaczono im jakiś zadań. Widzieli, jak nieprzyjaciel zrzuca bomby na polską wieś, która w ciągu kilkudziesięciu minut spłonęła. Widzieli ludzi, uciekających z miast, niosących to, co zdołali uratować. Wśród nich zauważyli mężczyznę, niosącego na plecach dwuletnie dziecko. Nagle pojawiły się wrogie samoloty, rażąc z karabinów maszynowych bezbronnych uchodźców.

Tylko jeden raz „Buki” mogły wykazać się pożytecznym wystąpieniem. Pod Dębem Wielkim niemieckie samoloty zbombardowały pociąg z uchodźcami. Widok, który ukazał się oczom harcerzy, był przerażający. Wśród wykolejonych i zniszczonych wagonów leżeli ranni. Jadące w pobliżu samochody nie zatrzymywały się. Alek uznał, że muszą pomóc ludziom i drużyna „Buków” zaczęła opatrywać rannych. Kilku z nich stanęło na drodze i zatrzymało samochód ciężarowy. Alek nakazał szoferowi, aby zabrał rannych z pociągu. Potem zatrzymywali kolejne auta i do wieczora pomagali poszkodowanym. Była to jednak jedyna okazja do zaznaczenia swojej pożyteczności. We Włodawie dowiedzieli się o oddziałach sowieckich, które przekroczyły granicę Polski.

Po naradzie Zeus zarządził powrót do Warszawy. Wracali bocznymi drogami, zbierając informacje o kolejnych klęskach państwa polskiego. Na wieść o kapitulacji Warszawy nie chcieli nic jeść. Dalszą drogę przebyli, żyjąc nieustannym strachem o najbliższych. Na ulice Pragi weszli za oddziałami niemieckimi, zajmującymi miasto po zawieszeniu broni. Warszawa w październiku 1939 roku była miastem grozy. Ogrom zniszczenia potęgowała niesamowita cisza ulic, którymi przemieszczały się tłumy ludności. Od czasu do czasu rozlegały się kroki maszerujących żołnierzy niemieckich. Zaczęły się pierwsze rewizje i aresztowania przez gestapo.

Ojciec Alka został aresztowany jako jeden z pierwszych. Rodzina siedziała w mieszkaniu, minęła już godzina policyjna. Nagle rozległo się pukanie i do pokoju weszło pięciu oficerów. Dawidowski, znany w Warszawie działacz i kierownik zakładu przemysłowego, zachował spokój. Alek stał oszołomiony zajściem, nie mogąc zrozumieć, co się dzieje. Gestapowiec zbliżył się do niego i zaczął wypytywać o ojca. Potem zapytał, gdzie są ukryte pieniądze i przystawił do brzucha chłopca lufę pistoletu. Alek powiedział, aby strzelał. Po chwili ojca wyprowadzono z domu, a Alek podjął dwie decyzje. Postanowił, że do czasu uwolnienia ojca nie będzie jadł słodyczy ani cukru. Obietnicę tę wypełniał sumiennie aż do czerwca 1940 roku, kiedy to jego ojciec został rozstrzelany w lesie w Palmirach. Drugim postanowieniem było rozpoczęcie akcji przeciw okupantowi. Podobnie jak inni był przekonany, że dopóki wojna trwa, Polacy muszą walczyć.

Po powrocie do Warszawy drużyna „Buków” zaczęła spotykać się z Zeusem, aby omawiać sposoby szkodzenia wrogowi i pełnienia służby społecznej w zaistniałych warunkach. Jako jedni z pierwszych zaczęli działać czynnie. 15 października 1939 roku Zośka przyniósł na zebranie kilka arkuszy pierwszego tajnego numeru „Polski Ludowej” – pisma demokratycznej grupy młodzieży PLAN. Jeszcze tego samego dnia drużyna postanowiła nawiązać kontakt z organizacją i przyłączyć się do niej. Sprawę ułatwił fakt, że Zośka znał jednego z założycieli PLAN-u, Juliusza Dąbrowskiego. Siedziba organizacji mieściła się przy ulicy Złotej, gdzie przez cały dzień przyjmowano interesantów, a dwa razy w tygodniu powielano numery „Polski Ludowej”. W kilka dni po przyjęciu do PLAN-u drużyny „Buków”, uchwalono przysięgę, a harcerze ochoczo przystąpili do wypełniania obowiązków. Dwie piątki zajęły się drukowaniem i kolportażem pisma, jedna – podjęła współpracę z grupą bojową Kota, a dwie pozostałe podjęły się propagandą uliczną.

W składzie piątek propagandy ulicznej znaleźli się Zośka, Alek i Rudy. Pod koniec października 1939 roku grupa ta zalepiła plakaty z odezwą gubernatora Franka o utworzeniu Generalnej Guberni kartkami z napisem: „Marszałek Piłsudzki powiedziałby: a my was w d… mamy”. Nalepki przygotował Rudy wraz z kolegą, Jerzym Masiukiewiczem – Małym. Następnie PLAN zajął się uruchomionymi wśród ruin stolicy luksusowymi restauracjami i dancingami. W grudniu członkowie PLAN-u wrzucili do jednego z lokali – „Adrii”, gaz wywołujący wymioty. Był to jednak ostatni wspólny wyczyn „Buków” i PLAN-u. Zeus i pozostali chłopcy uznali, że związanie się z grupą było czymś nienaturalnym. Drużyna opuściła szeregi PLAN-u na miesiąc przed aresztowaniami członków organizacji.

Przez kolejne trzy miesiące „Buki” poszukiwały dla siebie miejsca w Polsce Podziemnej. Usiłowali nawiązać kontakt z centralną organizacją wojskową – Służbą Zwycięstwu Polski, lecz organizacja była tak zakonspirowana, że nie mogli do niej trafić. Zajęli się więc kolportażem prasy podziemnej. Tymczasem w domach chłopców pogorszyła się sytuacja finansowa. Musieli zacząć pracować, aby pomóc rodzicom, decydując się na taki sposób zarobkowania, by jednocześnie nieść pomoc społeczną. Najpierw zajęli się szklarstwem. Rudy zaczął udzielać korepetycji, a Alek uruchomił jedną z pierwszych w Warszawie riksz, prowadząc ją do spółki z Małym. Wraz z nadejściem lata został drwalem, pracując w jednej z podwarszawskich miejscowości. Właśnie w lesie poznał Jędrka Makulskiego, młodszego od siebie o kilka lat. Obaj chłopcy szybko zaprzyjaźnili się, a ich przyjaźń umocniło odkrycie zakopanego pod drzewem składu broni i amunicji.

Przez kolejne tygodnie, wykorzystując każdą wolną chwilę, porządkowali broń, czyścili ją, a następnie starannie zakopywali w schronie. Z kolei Zośka zajął się produkcją marmolady, zakładając niewielką, domową fabrykę. W pracy pomagali mu: matka, siostra, Urka, Czarny Jaś, Jacek Tabęcki i Leszek Zieliński. Jacek Tabęcki został pierwszym przyjacielem Zośki. Z czasem dom Zośki stał się miejscem spotkań „Buków”. Zośka, doskonały organizator i przywódca, wziął na siebie odpowiedzialność za drużynę i zaczął na nowo spajać zastęp. Dalej szukano nowych dróg i nowych czynności. Przez jakiś czas związali się ze Stołecznym Komitetem Samopomocy Społecznej. Później zajęli się porządkowaniem mogił żołnierzy. Działali również wspólnie z komórką więzienną, tzw. Komórką Andrzeja. Była to ich pierwsza praca na rzecz podziemnych sił zbrojnych. Chłopcy zostali podzieleni na mniejsze zespoły, którym przydzielono określone dzielnice. Zajmowali się roznoszeniem grypsów więziennych. W końcu czerwca 1940 roku i ta działalność zakończyła się dla „Buków”.

W drugiej połowie 1940 roku drużyna „Buków” skupiła się na samokształceniu. Zorganizowali komplety matematyki, fizyki oraz cykle dyskusji historycznych i światopoglądowych. W tym czasie Zośka, Alek, Rudy i kilku innych chłopców wstąpiło do Szkoły Budowy Maszyn imienia Wawelberga. W marcu 1941 roku związali się z akcją małego sabotażu, prowadzoną przez organizację podziemną Wawer. Dzięki temu zyskali możliwość otwartej walki z okupantem oraz czynnej służby w pracy niepodległościowej. W tym czasie ich szeregi opuścił Zeus, który zgodnie z rozkazem Głównej Kwatery Szarych Szeregów wyruszył do Wilna, aby nawiązać kontakt z tamtejszym harcerstwem i ślad po nim zaginął.

W służbie Małego Sabotażu
Pierwsza akcja, w której „Buki” wzięły udział, dotyczyła fotografów. Okazało się, że wielu warszawskich fotografów wystawiało w witrynach fotografie niemieckich żołnierzy. Listowne wezwania, wysyłane przez Wawra, odniosły niewielki sukces, dlatego też podjęto decyzję o tłuczeniu szyb tym, którzy przymilali się wrogowi. Rozkaz nie był łatwy do zrealizowania. Większość zakładów mieściła się przy głównych ulicach miasta, gdzie o każdej porze dnia panował duży ruch. W akcji wybijania szyb największy sukces odniósł Alek. Po kilku tygodniach zbierania informacji i planowania, zdecydował się na dość ryzykowny krok. Pewnego dnia, wcześnie rano, wsiadł na rower i wyruszył na Marszałkowską. Jadąc ulicą, zaczął rzucać kamieniami w witryny zakładów fotograficznych, na których dostrzegał zdjęcia żołnierzy niemieckich. Do domu wrócił zadowolony z dobrze wypełnionego zadania. Akcja fotograficzna odniosła zamierzony skutek – z ulic Warszawy zniknęły fotografie niemieckich żołnierzy.

W drugą akcję włożono wiele pomysłowości i wysiłku. Miała ona na celu zniechęcenie Polaków do uczestniczenia w seansach kinowych, podczas których wyświetlane były również niemieckie materiały propagandowe. W przedsięwzięciu tym na czoło wybił się Rudy. Akcję rozpoczęto od pisania na murach sloganu: „Tylko świnie siedzą w kinie”. Rudy, nieustannie przezwyciężający swój lęk, pierwszy sukces odniósł właśnie przy pisaniu tego hasła na murze przy ulicy Rakowieckiej. Dodatkowo narysował dwie świnie, siedzące na krzesłach. Mały Sabotaż wydał specjalną ulotkę, skierowaną do młodzieży. W tym czasie Niemcy rozwieszali obwieszczenie urzędowe, zachęcające Polaków do uczęszczania do kin. Wrzucano gaz do sal kinowych, powodowano wybuchy i pożary. Pomimo starań publiczka warszawska nadal chodziła do kin, uczęszczając tłumnie tam, gdzie najczęściej przeprowadzano gazowanie. Pewnego dnia hitlerowcy urządzili łapankę w kinach, co ostatecznie zniechęciło Mały Sabotaż do przeprowadzanej akcji.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


  Dowiedz się więcej
1  Kamienie na szaniec - streszczenie w pigułce
2  Akcja w Celestynowie – szczegółowy opis
3  Jan Bytnar („Rudy”, „Janek”, „Krokodyl”) - życiorys



Komentarze: Kamienie na szaniec - streszczenie szczegółowe

Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)
Imię:
Komentarz:
 



2018-08-13 18:48:59

super streszczenie, wiele razy zabierałam się do czytania książki, ale jakoś mi to nie szło. natomiast streszczenie przeczytałam z wielka przyjemnością;) a tak swoją drogą to poruszająca opowieść:(


2018-08-12 18:41:41

Wielkie dzięki za streszczenie. ; )) Udało mi się przeczytać tylko 3 rozdziały, gdyż jakoś nie wciągnęła mnie ta książka a dziś mam z niej sprawdzian. ;> No a streszczenie rewelacyjne, napisane 'po polsku' jasno i przejrzyście, dzięki czemu wszystko zrozumiałam. Pozdrawiam


2013-10-22 20:37:57

Kamienie na szaniec - Ludzie - Klaudia () Moim zdaniem... Odnośnie tego komentarza. Autorka tego tekstu wykazuje nadnaturalny debilizm skoro twierdzi, że walka o wolną Polskę to głupota. Weź się kobieto zastanów to piszesz, bo robisz tylko Polakom przypał.


2013-06-29 13:50:40

Moim zdaniem to nie było debilne tylko pokazuje jak ludzie walczyli o ojczyznę i o to w co wierzą.Ta książka jest wspaniała ,jako że jestem harcerzem i moja drużyna nosi imie Tadeusza Zawadzkiego pseudonim ,,ZOśka' 'to wiem jak oni walczyli o to żeby teraz,żyło się nam jak najlepiej.A klaudia nie wie o co chodzi w tej książce.


2013-04-28 21:03:26

Klaudia () - Ty pokazałaś swój debilizm tą wypowiedzią. Z pewnością Ty byś się nawet na to ,,bazgranie po murach" nie odważyła. A co do streszczenia to dobre jest.;)




Streszczenia książek
Tagi: