Kamienie na szaniec - streszczenie szczegółowe - klp.pl
Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Alek był nieświadomy tego, jak poważnie został ranny. Odczuwał ból, lecz radość z odbicia Rudego i ich zwycięstwa wprawiła go w doskonały nastrój. Wezwani lekarze przeprowadzili operację, lecz nie poprawiło to stanu zdrowia. Pomimo tego Alek czuł się doskonale, witając radośnie każdego, kto go odwiedzał. Zwierzył się Basi, że jest zadowolony ze swojego cierpienia, ponieważ do tej pory cierpieli inni. Następnego dnia po operacji nastąpiło pogorszenie. Alek zaczął wypytywać o Rudego, chciał się z nim zobaczyć, lecz nikt nie powiedział mu prawdy o ciężkim stanie przyjaciela. Kiedy został sam z kimś z rodziny, poprosił o portmonetkę, z której wyjął karteczkę z modlitwą, napisaną ręką Basi. Wiadomość o nieuchronnej śmierci Alka rozeszła się wśród znajomych, którzy poczuli bezsilność. Alek z każdą godziną słabł coraz bardziej i tracił przytomność. Rozumiał, że jego życie dobiega końca, ale nie przestawał się uśmiechać.

Na Mokotowie, otoczony przyjaciółmi, leżał Rudy. Przy jego łóżku nieustannie czuwał Zośka. Stan Rudego był straszny – cierpiał bardzo, lecz czuł radość, widząc najbliższych sobie ludzi. Lekarze, których wezwano, nie mogli pomóc, widząc ciało skatowanego młodzieńca. W nocy Rudy zasnął, a tuż obok na łóżku polowym leżał Zośka. Około północy przebudził się i zaczął opowiadać o tym, co przeżył w ciągu ostatnich dni. Wyznał, że żal mu było opuszczać przyjaciół i pluton. W ciężkich chwilach, podczas przesłuchań, myślał wyłącznie o tym, jak przyspieszyć swoją śmierć. Zmęczony rozmową, zasnął ponownie. Rankiem znów gawędzili. Rudy rozmyślał o przyszłości, wyjeździe na wieś, gdzie będzie zdrowiał. Nie wiedząc nic o ciężkim stanie Alka, wspominał przyjaciela. Mijały kolejne dni. Rudy nie mógł nic jeść, ciągle wymiotował. Większą część czasu spędzał w towarzystwie Zośki. Po pewnym czasie wszyscy zrozumieli, że Rudy umierał. Przez ostatnie godziny życia męczył się strasznie, płacząc z bólu. Siedzący obok Zośka cierpiał, z trudem powstrzymując krzyk rozpaczy. W jakiejś godzinie ulgi, Rudy poprosił, aby Czarny Jaś wyrecytował „Testament” Juliusza Słowackiego.

Rudy i Alek zmarli tego samego dnia. Ich śmierć wywarła wstrząsające wrażenie na przyjaciołach. Śmierć Alka była dla nich czymś normalnym – losem żołnierza. Z kolei widoku zmasakrowanego ciała Rudego nie mogli zapomnieć ani wybaczyć. W odwecie za katowanie podczas przesłuchań i śledztw, Kierownictwo Walki Konspiracyjnej wydało rozkaz likwidacji najbardziej bestialskich gestapowców – Schultza i Langego. W miesiąc po śmierci Rudego, w dzień jego imienin, na ulicy Mokotowskiej, w pobliżu domu Schultza, zatrzymało się auto. Gestapowiec wyszedł z domu i skierował się w aleje Szucha. W pewnej chwili podszedł do niego młody mężczyzna i wyciągnął pistolet. Niemiec zaczął uciekać, lecz upadł, zalany krwią. W trzy tygodnie później, 22 maja, podobny cios spadł na Langego, który prowadził śledztwo Rudego.

Celestynów
Po śmierci Alka i Rudego stan psychiczny Zośki pogorszył się. Spóźniał się na spotkania, chodził zaniedbany, nie chciał z nikim rozmawiać. Jedynie dzięki silnej woli zmuszał się do życia i załatwiania spraw związanych z organizacją. Bardziej niż do tej pory czuł na swoich barkach odpowiedzialność za losy towarzyszy pracy. W owym czasie Niemcy rozpoczęli ostateczną likwidację warszawskich Żydów. Powstańcy żydowscy rozpoczęli krótką walkę, a młodzi ludzie z Grup Szturmowych szczególnie intensywnie przeżywali sprawy powstania w getcie. Przekazano do getta część broni i rozpoczęto przygotowania do ataku na niemieckie stanowisko ogniowe od strony ulicy Bonifraterskiej. Akcja nie doszła do skutku, ponieważ Niemcy przenieśli stanowisko w głąb getta.

Stan psychiczny Zośki budził niepokój przyjaciół. Namówiono go więc do wyjazdu na wieś, a ojciec podsunął mu pomysł spisania wspomnień o Rudym. Na wieś wyjechał w towarzystwie ojca i siostry, Hanki. Zośka zasiadł do pisania, a w wolnych chwilach spacerował z Hanią bądź z ojcem. Wspomnienia o przyjacielu sprawiły, że na nowo przeżywał to, co zaszło, lecz jednocześnie poczuł się wyzwolony. Powstało dwadzieścia stron maszynopisu, któremu nadał tytuł: „Kamienie rzucane na szaniec”. W kilka tygodni później, podczas spotkania z człowiekiem, który chciał napisać książkę o Alku i Rudym, uporczywie nalegał, aby nadać jej ten sam tytuł.

Pobyt na wsi pozytywnie wpłynął na Zośkę. Do tej pory milczący i powściągliwy, zaczął odczuwać potrzebę mówienia o swoich przeżyciach i przemyśleniach. Długie rozmowy z Hanią zbliżyły ich do siebie. Zośka najczęściej wspominał zmarłego przyjaciela, będąc przekonanym, że teraz został zupełnie sam. Hania przyznała mu rację, że stracili wyjątkowych ludzi i zadała pytanie, co teraz stanie się z pozostałymi. Zośka wyjaśnił jej, że jego koledzy z organizacji zaczęli szybko dojrzewać, przyłączają się do nich nowi, a niektórzy starają się dorównać Rudemu i Alkowi. Wspomniał o Andrzeju Długoszowskim, który chodził z kulą w głowie, a pomimo tego brał udział we wszystkich zadaniach organizacji. Andrzej Morro-Romocki okazał się doskonałym organizatorem, a Maciek Bittner wykazywał się odwagą tak jak Alek. Nikt jednak nie potrafił zastąpić Rudego.

Te dni wypoczynku uspokoiły Zośkę, który wrócił do Warszawy w lepszej formie. Wkrótce, wraz z przyjaciółmi, uczestniczył w nabożeństwie żałobnym, odprawionym za duszę Alka i Rudego. W kaplicy Sióstr Urszulanek przy ulicy Gęstej zebrała się gromadka młodych ludzi, poruszonych nastrojem tego wiosennego dnia. W pewnej chwili ksiądz rozpoczął kazanie od słów: „Nie ma śmierci!”

Zośka ponownie zaczął interesować się tym, co działo się wokół niego. Z Komendy Głównej Sił Zbrojnych w Kraju przyszło pismo z nazwiskami osób, które zostały odznaczone. Zośka znalazł się wśród wyróżnionych, choć fakt ten nie ucieszył go. Pośmiertnie zostali również odznaczeni Krzyżem Virtuti Militari Alek, Rudy i Tadzio. Zośka, który odczytał rozkaz Sił Zbrojnych, pogratulował wszystkim i przypomniał o obowiązku, jaki ciążył na wszystkich wobec Alka i Rudego.

W maju Zośce powierzono odpowiedzialne zadanie – miał zorganizować i przeprowadzić akcję odbicia więźniów, przewożonych pociągiem. Obserwatorem miał być kapitan Pług, przekonany, że Zośka doskonale wypełni pierwszą samodzielną robotę. W parę godzin później rozpoczęto prace przygotowawcze. Zadanie Zośki polegało na zatrzymaniu pociągu-więźniarki, przewożącej ludzi z Majdanka do Oświęcimia. Zośka, po dokładnym przestudiowaniu trasy przejazdu pociągu, zdecydował, że miejscem ataku będzie Celestynów. 19 maja otrzymał wiadomość, że więźniarka będzie doczepiona do pociągu nr 401. Wezwano ludzi, wybranych do przeprowadzenia akcji i wyruszono w stronę Lublina. W pierwszym samochodzie, zdobytym podczas akcji pod Arsenałem, jechał Zośka. Obok niego, w milczeniu, siedział kapitan Pług. O zmierzchu dotarli na miejsce. Oddział, podzielony na mniejsze grupki, zajął wyznaczone stanowiska.

O godzinie 23:00 dowiedzieli się, że oczekiwany pociąg będzie miał kilkugodzinne spóźnienie. Po północy wreszcie usłyszeli odgłosy nadchodzącego pociągu. Jeden z chłopców zjawił się z raportem, że w pobliżu zatrzymał się pociąg wojskowy, wiozący żołnierzy niemieckich na wschodni front. Zośka, po chwili niepokoju, rozkazał kapitanowi przeciąć połączenie telefoniczne. Pociąg zatrzymał się na stacji, usłyszeli sygnał potwierdzający, że między wagonami znajduje się także więźniarka. Nagle rozległ się strzał – okazało się, że Maciek, biegnący między wagonami, stanął oko w oko z gestapowcem. Z wagonów pociągu padły strzały z karabinów maszynowych, a konwojenci zamknęli drzwi więźniarki. Nieprzewidziane zdarzenia rozzłościły Zośkę, który wydał rozkaz do ataku. Wszyscy rzucili się ku więźniarce i po krótkiej walce rozbili drzwi wagonu. Zośka z obawą popatrzył w stronę pociągu z niemieckimi żołnierzami. Z niezrozumiałych przyczyn nikt nie zainterweniował. Tymczasem z więźniarki wyszli uwolnieni ludzie – czterdzieści dziewięć osób.

Po czterdziestominutowej akcji w Celestynowie, samochody dywersantów odjechały w stronę Warszawy. Akcja potwierdziła zdolności przywódcze Zośki. W ciągu ostatnich miesięcy stał się on twardy i zacięty. Pewnego dnia jedna ze znajomych zapytała go, czy zamierza po wojnie zostać w wojsku na stałe. Zośka odparł, że nie ma takiego zamiaru, lecz będzie walczył na nowych frontach: społecznym, gospodarczym, kulturalnym i politycznym, które powstaną w Polsce.

Wielka gra
Minęły letnie miesiące 1943 roku – czas klęsk niemieckich w Rosji i we Włoszech, akcji przeprowadzanych przez polskie grupy dywersyjne i Bataliony Chłopskie. Służba Małego Sabotażu nadal przeprowadzała różne akcje, takie jak włączenie się Wawra w megafonową sieć i nadanie polskiej audycji z hymnem polskim. Zośka brał udział w różnych przedsięwzięciach, które często sam organizował. Pewnego dnia urządzili wyprawę po materiały wybuchowe do fabryki chemicznej na Targówku. Przez pomyłkę do samochodu załadowano beczki z czerwoną farbą, która rozlała się na podłodze samochodu. Od tej pory auto zyskało miano Czerwonego Forda. Samochód przynosił szczęście oddziałowi Zośki. To z niego zastrzelono gestapowca, który dręczył Rudego.

Jednym z najbardziej pechowych i najcięższych zadań Zośki była wyprawa czarnocińska. Akcja miała na celu wysadzenie mostu pod Czarnocinem. Przed wyjazdem samochód, wyznaczony do akcji, natknął się na drogowy patrol żandarmerii niemieckiej. Jadący nim chłopcy postanowili ominąć Niemców, lecz policja ruszyła za nimi. Chłopcy wyskoczyli z pojazdu i uciekli do najbliższych domów. Po krótkiej walce cała trójka zginęła. Był wśród nich Oracz – Tadeusz Mirowski. Wypadek ten wstrząsnął Zośką, który z uporem zaczął kończyć przygotowania do wyprawy. Część oddziału, wyznaczona do wysadzenia mostu, wyruszyła pierwsza. Zośka został w Warszawie, by odebrać z magazynu materiały i dodatkową broń. Kiedy opuszczał miasto, był spóźniony. Zjawił się na miejscu na kilkanaście minut przed nadejściem pociągu i okazało się, że nic nie było wykończone. Nie udało się jednak wszystkiego zorganizować i niemiecki pociąg bezpiecznie przejechał przez most. Zmuszeni byli wysadzić pusty most, lecz miny uszkodziły jedynie część przęseł. Zagniewany Zośka nakazał powrót do Warszawy. Drugie auto, prowadzone przez Ryśka, jechało za nim.

W pewnym momencie na jednym z zakrętów szofer stracił panowanie nad kierownicą i samochód wpadł do rowu. Rysiek, poważnie ranny, został umieszczony w samochodzie Zośki i ruszyli dalej z szybkością 20 kilometrów na godzinę. Felek Pendelski, Andrzej Zawadowski-Gruby i Maciek musieli wracać do stolicy pieszo. Za nimi pojawił się niemiecki patrol i chłopcy ledwie zdążyli skoczyć do pobliskiego rowu. W tej samej chwili usłyszeli strzały. Andrzej upadł, a Maciek i Felek pobiegli w stronę łanu zboża. Wówczas zauważyli, że nie ma z nimi Grubego i zaczęli strzelać w stronę Niemców. Pistolet Maćka zaciął się, Felek był ranny. Starali się zbliżyć do Zawadowskiego, lecz w tej samej chwili od strony Woli Pękoszewskiej nadjechało kilka samochodów z żandarmami. Otoczono Felka i zaczęto rzucać granatami. Przed śmiercią zdołał połknąć część dokumentów, a resztę zagrzebać w ziemi. Z całej trójki ocalał jedynie Maciek.

Pechowy przebieg akcji poruszył cały oddział. Zośka z uporem analizował błędy, jakie popełniono. Na nic zdały się słowa bezpośredniego przełożonego, który zapewniał ich, że zadanie zostało wypełnione, a walka jest przecież nieodłącznie związana ze śmiercią i przypadkiem.

Pewnego dnia Zośka szedł w towarzystwie pana Janka ulicami Powiśla. Trzymał w ręku kilka róż, które chciał złożyć na grobie Oracza. W pewnej chwili dostrzegli mężczyznę, rewidowanego przez Niemców. Skręcili z boczną ulicę, kiedy wyłonił się kolejny patrol. Ukryli się w bramie i po jakimś czasie ruszyli dalej. Wtedy na wprost nich wyszedł patrol niemiecki. Oficer policyjny zapytał Zośkę, co trzyma w ręku. Młodzieniec odparł, że róże i zaczął powoli odwijać bibułę. W tej samej chwili z kwiatów wypadła kartka z danymi do fałszywej karty rozpoznawczej. Niemiec podniósł ją i zażądał dowodu osobistego. Pan Janek został wypuszczony, a Zośkę poprowadzono w stronę komisariatu. Po przesłuchaniu i rewizji odesłano go na Szucha. Czekając na swoją kolejkę, Zośka poprosił eskortującego go żandarma, aby oddał mu dowód i zostawił samego. Ze zdumieniem stwierdził, że wraz z dowodem otrzymał obciążającą go kartkę. Bez zastanowienia połknął ją. Po jakimś czasie zaprowadzono go do referenta, który skierował go do więzienia. Kiedy opuszczał komisariat, dostrzegł Wesołego.

Tymczasem pan Janek zawiadomił przyjaciół o aresztowaniu Zośki. W ciągu kilku godzin odbyły się narady, w jaki sposób wyciągnąć go z więzienia. W ciągu kilku następnych dni Wesoły starał się wykorzystać swoje znajomości na Szucha. Jego zabiegi poskutkowały i po tygodniu Zośka wrócił do domu. Zmizerniały, z ostrzyżoną głową i nowymi doświadczeniami oraz przemyśleniami. Zrozumiał, że oprócz konspiracji były jeszcze rodziny uwięzionych, które każdego dnia przeżywały męki cierpienia, czekając na wiadomości o bliskich. Po tych wydarzeniach więcej uwagi poświęcał ojcu i siostrze i częściej przebywał w domu. W ich domu, w gronie przyjaciół, odbywały się dyskusje, dotyczące niebezpieczeństw i wypaczeń, jakie wiązały się z pracą niepodległościową. Andrzej Morro był przekonany, że największe niebezpieczeństwo niosły ze sobą przeżycia wojenne. Pan Janek obawiał się, że wojna uniemożliwiła kształcenie się ludzi. Ojciec Zośki przestrzegł młodych ludzi przed tym, by nie uważali się za elitę.

Zośka postanowił zorganizować kółka samokształcące, w czym pomagał mu pan Janek. Założono również tajne gimnazjum i liceum dla młodzieży z Szarych Szeregów. Zośka, dzięki pomocy kolegów, stworzył tajne komplety. Do współpracy zaangażowano grono nauczycieli z gimnazjum i liceum im. Stefana Batorego.

W drugiej połowie sierpnia kierownictwo walki konspiracyjnej zorganizowało likwidację sieci ponad dziesięciu posterunków żandarmerii niemieckiej na północno-wschodniej granicy Generalnej Guberni. Akcja miała być przeprowadzona w ciągu jednej nocy. Jednym z oddziałów dowodził Zośka. Wyznaczono im posterunek, mieszczący się pod Wyszkowem, we wsi Sieczychy. Na trzy dni przed atakiem Zośka zebrał swój oddział w pobliskim lesie. 20 sierpnia 1943 roku, o godzinie 19:30, nastąpił wymarsz na stanowiska. Zośka, idący na przedzie kolumny, spoglądał na przyjaciół. Długi przypominał mu Alka, Andrzej Morro miał w sobie wiele cech charakteru Rudego. O północy rozpoczęła się akcja. Zaczęli wrzucać granaty do izby posterunku. Zośka rzucił się do furtki, za nim poderwali się inni. Nagle poczuł uderzenie w pierś. Oparł się o ścianę, a tuż obok przebiegli jego ludzie, wdzierając się do budynku posterunku. Zośce wydawało się, że widzi przyjaciół, Alka i Rudego, którzy dołączyli do walki. Nagle osunął się na ziemię.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


  Dowiedz się więcej
1  Kamienie na szaniec - streszczenie w pigułce
2  bibliografia
3  Dlaczego chłopcy z „Kamieni na szaniec” „pięknie żyli” i „pięknie umierali”? – rozprawka



Komentarze: Kamienie na szaniec - streszczenie szczegółowe

Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)
Imię:
Komentarz:
 



2018-08-13 18:48:59

super streszczenie, wiele razy zabierałam się do czytania książki, ale jakoś mi to nie szło. natomiast streszczenie przeczytałam z wielka przyjemnością;) a tak swoją drogą to poruszająca opowieść:(


2018-08-12 18:41:41

Wielkie dzięki za streszczenie. ; )) Udało mi się przeczytać tylko 3 rozdziały, gdyż jakoś nie wciągnęła mnie ta książka a dziś mam z niej sprawdzian. ;> No a streszczenie rewelacyjne, napisane 'po polsku' jasno i przejrzyście, dzięki czemu wszystko zrozumiałam. Pozdrawiam


2013-10-22 20:37:57

Kamienie na szaniec - Ludzie - Klaudia () Moim zdaniem... Odnośnie tego komentarza. Autorka tego tekstu wykazuje nadnaturalny debilizm skoro twierdzi, że walka o wolną Polskę to głupota. Weź się kobieto zastanów to piszesz, bo robisz tylko Polakom przypał.


2013-06-29 13:50:40

Moim zdaniem to nie było debilne tylko pokazuje jak ludzie walczyli o ojczyznę i o to w co wierzą.Ta książka jest wspaniała ,jako że jestem harcerzem i moja drużyna nosi imie Tadeusza Zawadzkiego pseudonim ,,ZOśka' 'to wiem jak oni walczyli o to żeby teraz,żyło się nam jak najlepiej.A klaudia nie wie o co chodzi w tej książce.


2013-04-28 21:03:26

Klaudia () - Ty pokazałaś swój debilizm tą wypowiedzią. Z pewnością Ty byś się nawet na to ,,bazgranie po murach" nie odważyła. A co do streszczenia to dobre jest.;)




Streszczenia książek
Tagi: